Jak doszło do kryzysu, który kosztuje miliardy?
Od 1 stycznia 2026 roku każdy dorosły imigrant lub uchodźca posiadający zezwolenie na pobyt w Szwecji może otrzymać od państwa nawet 350 000 koron szwedzkich, czyli około 30 000 euro lub 25 500 funtów, za dobrowolny powrót do kraju pochodzenia. Para może łącznie dostać do 500 000 koron, a na każde dziecko przypada dodatkowe 25 000. To nie jest plotka z mediów społecznościowych. To oficjalny program szwedzkiego rządu, ogłoszony przez Szwedzki Urząd ds. Migracji.
Pytanie, które zadają sobie dziś Europejczycy, brzmi: jak kraj uważany przez dekady za wzór tolerancji i otwartości doszedł do momentu, w którym płaci ludziom, żeby wyjechali?
Kraj, który otworzył drzwi na oścież
Szwecja przez lata prowadziła jedną z najbardziej liberalnych polityk migracyjnych w Europie. W szczytowym momencie kryzysu uchodźczego w 2015 roku przyjęła ponad 163 000 wniosków azylowych, więcej niż jakikolwiek inny kraj europejski w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Dla porównania: Szwecja ma zaledwie 10 milionów obywateli.
Decyzja ta wynikała z głęboko zakorzenionych wartości humanitarnych, ale też z pewnej politycznej naiwności, przekonania, że otwartość i hojny system socjalny same w sobie wystarczą, by zapewnić udaną integrację. Rzeczywistość okazała się znacznie bardziej skomplikowana.
Integracja, która nie wyszła
Masowy napływ migrantów ze środkowego Wschodu, Afryki i Azji w krótkim czasie przerósł możliwości absorpcyjne szwedzkiego społeczeństwa. Systemy językowe, edukacyjne i zawodowe nie były przygotowane na taką skalę. Powstawały zamknięte społeczności, tzw. „obszary narażone” (w mediach często określane jako strefy no-go), gdzie wskaźniki bezrobocia sięgały 40–50%, a dzieci wyrastały w środowiskach odciętych od szwedzkiej kultury i języka.
Problemem nie była sama imigracja, lecz brak spójnej, długofalowej strategii integracji. Zamiast ją zbudować, kolejne rządy odkładały problem na później, aż stał się on zbyt duży, by go ignorować.
Gangi, strzelaniny, bomby
Najdotkliwszym objawem kryzysu integracyjnego stała się eskalacja gangsterskiej przemocy. Szwecja, niegdyś jeden z najbezpieczniejszych krajów świata, znalazła się w czołówce europejskich statystyk dotyczących strzelanin. W 2022 roku, rekordowym pod tym względem, od kul zginęły 62 osoby. Wybuchy ładunków wybuchowych stały się tak powszechne, że szwedzkie media ukuły dla tego zjawiska osobne słowo.
Sprawcami i ofiarami są najczęściej młodzi mężczyźni z imigranckich dzielnic, wciągani w gangi zajmujące się handlem narkotykami. Szwedzka Rada ds. Zapobiegania Przestępczości alarmuje, że rekrutacja zaczyna się coraz wcześniej, stąd kontrowersyjna propozycja rządu z 2024 roku, by obniżyć wiek odpowiedzialności karnej z 15 do 13 lat.
Warto jednak odnotować, że sytuacja zaczyna się powoli poprawiać. W 2024 i 2025 roku liczba ofiar śmiertelnych strzelanin spadła do 44 rocznie, wciąż za dużo, ale wyraźnie mniej niż w czasie szczytu. Rząd zaostrzył kary, rozszerzył uprawnienia policji i umożliwił konfiskatę majątków nieznanego pochodzenia. Efekty tych działań są już widoczne.
Program dobrowolnych powrotów, desperacja czy pragmatyzm?
Na tym tle program wypłat za dobrowolny wyjazd nabiera innego znaczenia. Jeszcze niedawno stawka wynosiła 10 000 koron na dorosłego, kwota symboliczna, ignorowana przez większość potencjalnych beneficjentów. Podwyżka do 350 000 koron to wzrost o 3400%, który ma sprawić, że oferta stanie się realnie atrakcyjna.
Premier Szwecji otwarcie przyznaje, że wzoruje się tu na modelu duńskim, Dania od lat stosuje podobne mechanizmy z umiarkowanym, ale mierzalnym skutkiem. Nie każdy jednak jest przekonany do tego rozwiązania. Część szwedzkich gmin wprost zbuntowała się przeciwko rządowemu programowi, uznając go za „polowanie na obywateli” i przyznając, że nie będzie go stosować.
Krytycy zadają też pytanie praktyczne: czy ktoś, kto mieszka w Szwecji od 10–15 lat, ma tu rodzinę i pracę, naprawdę wyjedzie za 30 000 euro? Odpowiedź jest nieoczywista.
Komentarz redakcji
Szwecja to lekcja, której Europa nie powinna przegapić, lekcja o tym, że dobre intencje bez przemyślanej strategii mogą prowadzić do głębokich, trudno odwracalnych problemów społecznych. Kraj zapłacił i nadal płaci wysoką cenę za dekady politycznych zaniechań: najpierw przyjął zbyt wielu ludzi zbyt szybko, potem za mało zrobił, by ich naprawdę zintegrować, a teraz próbuje rozwiązać problem pieniędzmi, jakby pieniądze mogły cofnąć czas.
Program wypłat jest symptomem porażki, nie jej rozwiązaniem.
